Czy Michael Jackson poradziłby sobie w onlajnie?
Co wspólnego z budowaniem marki osobistej ma Michael Jackson?
Więcej niż mogłoby się wydawać.
Ostatnio podczas spontanicznego wypadu do kina w Paryżu obejrzałam film o jego życiu. Nie spodziewałam się jednak, że wyjdę z seansu z refleksją nie o muzyce, ale o biznesie, widoczności, odwadze i momentach, w których najłatwiej się poddać.
I właśnie o tym jest ten tekst.
Jeśli wolisz słuchać, możesz włączyć nagranie poniżej.
Jeśli wolisz czytać – cały tekst znajdziesz pod wideo.
Nie widzimy ceny sukcesu
Kiedy patrzymy na ludzi sukcesu, bardzo często widzimy tylko efekt końcowy.
Owacje.
Scenę.
Tłumy.
Rozpoznawalność.
Wpływ.
Pieniądze.
Ale nie widzimy ceny.
Nie widzimy godzin ćwiczeń.
Presji.
Wyrzeczeń.
Samotności.
Momentów zwątpienia.
Momentów, kiedy ktoś naprawdę miał ochotę odpuścić.
A przecież Michael Jackson nie obudził się któregoś dnia legendą. Za tym wszystkim stały lata pracy.
Liczne powtórki.
Ćwiczenia.
Budowanie siebie.
Wychodzenie na scenę raz za razem.
Mimo strachu.
Mimo presji.
Mimo ocen.
I przede wszystkim pozbycie się z otoczenia nieprzychylnych mu osób, które nie miały tej samej wizji sukcesu, co on.
I nawet nie chodzi tutaj o sam sukces.
Bardziej o wszystkie kroki, które do niego prowadzą.
Strach nie znika wraz z doświadczeniem
I siedząc tam w kinie miałam kilka momentów, kiedy dosłownie poklepywałam siebie w myślach po ramieniu.
Bo ile razy ja sama się bałam? I dalej czasami się boję:
Przed nowym projektem.
Przed większą widocznością.
Przed wyjściem offline.
Przed kolejnym krokiem.
Przed tym, że coś się nie uda.
Że ktoś nie zrozumie.
Że będzie za mało.
Albo za dużo.
Ale jednocześnie wiem jedno. Gdybym wtedy się wycofała, nie byłoby mastermindów.
Nie byłoby Kobiecego Power Clubu.
Nie byłoby spotkań offline.
Nie byłoby kobiet, które dziś poznają się właśnie dzięki tym przestrzeniom.
Nie byłoby rozmów, które zmieniają czyjeś życie.
Nie byłoby tych wszystkich historii, które dziś dzieją się między kobietami w społeczności.
Dlaczego większość osób poddaje się za wcześnie
I pomyślałam sobie wtedy o jednej bardzo ważnej rzeczy:
że ogromna część ludzi poddaje się chwilę przed tym, zanim coś zacznie naprawdę działać.
Bo dzieci marzą, ale dorośli bardzo często za szybko rezygnują.
Przy pierwszym dyskomforcie.
Przy pierwszym hejcie.
Przy pierwszym zmęczeniu.
Przy pierwszej ciszy pod postem.
Przy pierwszym „a może to bez sensu”.
Prawda jest taka, że każda widoczna marka, każdy projekt i każda społeczność mają za sobą momenty, których nikt nie widział.
Momenty siedzenia po nocach.
Momenty zwątpienia.
Momenty łez.
Momenty robienia czegoś mimo strachu.
Wielkie rzeczy buduje się krok po kroku
I może właśnie dlatego ten film tak mocno mnie poruszył, bo przypomniał mi, że wielkie rzeczy bardzo rzadko buduje się w komforcie, ale buduje się je krok po kroku.
Czasem po prostu wystarczająco odważnie, żeby zrobić kolejny krok.
I może właśnie tego najbardziej potrzebujesz dzisiaj usłyszeć.
Że strach nie zawsze oznacza, że idziesz w złą stronę. Czasem oznacza po prostu, że jesteś bliżej czegoś większego, niż myślisz.
Czy Michael Jackson poradziłby sobie w onlajnie?
I tu już na koniec odpowiedź na pytanie: „Czy Michael Jackson poradziłby sobie w onlajnie?”
Zdecydowanie. Szedł po swoje, z wizją i mając swoją życiową misję.
Nie zrażał się, gdy najpierw jego pierwsze wystąpienia widziała tylko rodzina lub gdy zamiast realizowania swojego innego hobby, musiał do późna w nocy trenować.
Nie posłuchał też opinii swojego ojca i wybrał na swojego menadżera kogoś, kto pomógł mu iść wyznaczoną przez siebie ścieżką bazując na swoich wyróżnikach i talentach.
Ty też tak możesz.
Tylko zatrzymaj się i przyjrzyj się temu, co już masz i do czego dążysz.
