NIE ZAWSZE POTRZEBUJESZ NOWEJ STRATEGII
Czasami problemem nie jest brak planu, dyscypliny ani ambicji. Czasami pomiędzy Tobą a realizacją celu stoi po prostu życie, zmęczenie, przeciążenie i brak przestrzeni na podjęcie dobrej decyzji.
W biznesie bardzo łatwo pomylić zmęczenie z brakiem strategii.
Kiedy coś nie działa, często od razu chcemy dokładać: nowy plan, nowy system, nową ofertę, nową dyscyplinę. A czasem nie chodzi o to, żeby robić więcej. Czasem chodzi o to, żeby zatrzymać się i zobaczyć, co naprawdę jest dziś ograniczeniem.
Jeśli wolisz słuchać, włącz nagranie poniżej. Jeśli wolisz czytać, pełny tekst znajdziesz pod nagraniem.
Przeciążenie w biznesie: robisz dużo, a nadal masz wrażenie, że to za mało?
Są takie momenty w biznesie, kiedy robisz naprawdę dużo.
Pracujesz z klientami, planujesz, publikujesz, sprzedajesz, rozwijasz markę, układasz ofertę, dopinasz projekty, odpowiadasz na wiadomości i próbujesz być na bieżąco ze wszystkim, co „powinnaś” robić.
A mimo to gdzieś z tyłu głowy pojawia się myśl: czy to nadal za mało?
W świecie biznesu online bardzo łatwo pomylić zmęczenie z brakiem strategii. Kiedy coś nie działa tak, jak zakładałaś, od razu pojawia się pokusa, żeby dokładać: nowy plan, nowy system, nową ofertę, nową dyscyplinę, nową receptę na lepszą organizację.
Tylko co, jeśli problem wcale nie leży w strategii? Co, jeśli pomiędzy Tobą a realizacją celu stoi po prostu życie, zmęczenie, przeciążenie i brak przestrzeni?
Kiedy na każdy problem biznesowy pojawia się nowa recepta
Mam wrażenie, że żyjemy teraz w świecie, w którym na prawie każdy problem biznesowy ktoś ma dla nas nową receptę.
Nie rośnie Instagram? Zmień strategię.
Nie sprzedajesz? Zmień ofertę.
Nie publikujesz regularnie? Zbuduj system.
Nie masz pomysłów? Zrób plan na 30 dni.
Nie dowozisz planu? Popracuj nad dyscypliną.
Nie skalujesz? Deleguj.
Nie masz energii? Wstawaj wcześniej, medytuj, ćwicz, rób journaling, pij wodę, najlepiej jeszcze zanim dzieci wstaną, a o 6:17 miej już zapisane trzy rzeczy, za które jesteś wdzięczna.
Oczywiście trochę się z tego śmieję, ale tylko trochę, bo ta narracja naprawdę jest wszędzie. I żeby była jasność: ja jestem strategiem. Uwielbiam strategię. Uwielbiam planowanie. Uwielbiam patrzeć na biznes z góry, rozkładać go na elementy, szukać połączeń, usuwać rzeczy, które nie działają, i budować takie rozwiązania, które mają sens.
Tylko że coraz częściej widzę, że próbujemy naprawiać strategią coś, co wcale nie jest problemem strategicznym.
Bo co, jeśli Ty już wiesz, co masz robić?
Co, jeśli Twoja strategia wcale nie jest taka zła?
Co, jeśli realizujesz ją nawet w 60 czy 70 procentach, tylko pozostałych 30 procent nie znika dlatego, że jesteś niezorganizowana, mało ambitna albo potrzebujesz kolejnego planera?
Co, jeśli pomiędzy Tobą a tymi 30 procentami stoi po prostu życie? Klienci, dzieci, dom, szkoła, zdrowie, zmęczenie, nieprzewidziane sytuacje. Projekt, który nagle wymaga dwa razy więcej pracy. Ktoś, kto potrzebuje Ciebie bardziej niż zakładałaś. Albo zwyczajnie Twoja głowa, która po kilku miesiącach działania mówi: hej, ja naprawdę potrzebuję już trochę ciszej.
Biznes nie dzieje się w próżni
Miniony miesiąc bardzo mocno mi to pokazał. Zawodowo działo się u mnie naprawdę dużo. Intensywnie pracowałam z klientami nad kampaniami, powstawaniem społeczności, tworzeniem i rozwijaniem produktów cyfrowych. Do mojego grona kobiet, z którymi pracuję jeden na jeden, dołączyły kolejne osoby.
I niezmiennie praca jeden na jeden daje mi ogromną satysfakcję. Jest w tym coś, co naprawdę uwielbiam: moment, kiedy siadamy nad czyimś biznesem, pomysłem, marką, ofertą albo komunikacją i nagle z rzeczy, które wcześniej wydawały się porozrzucanymi puzzlami, zaczyna powstawać jeden obraz.
Kiedy ktoś przychodzi z „nie wiem, co dalej”, a wychodzi nie tylko z listą rzeczy do zrobienia, ale przede wszystkim z poczuciem: dobra, już wiem, po co to robię i gdzie idę. I ja naprawdę mogłabym powiedzieć: świetny miesiąc, lecimy dalej.
Tylko że wrzesień nie składał się wyłącznie z pracy. Jeśli jesteś rodzicem, to prawdopodobnie wiesz, czym jest wrzesień. Powrót do szkoły, nowe plany, nowe grafiki, zajęcia, milion organizacyjnych tematów, a czasami również rzeczy, których kompletnie nie było w planie. U mnie też wydarzyło się i nadal dzieje się sporo prywatnie.
I nagle znowu zobaczyłam bardzo wyraźnie coś, o czym coraz częściej mówię swoim klientkom: biznes nie dzieje się w próżni.
To brzmi banalnie, ale zastanów się, jak często planujesz biznes tak, jak gdyby działał w próżni. Wpisujesz do kalendarza: tutaj kampania, tutaj trzy rolki, tutaj newsletter, tutaj nowy produkt, tutaj sprzedaż, tutaj strona internetowa. Wszystko się zgadza. Excel się zgadza. Notion się zgadza. Strategia się zgadza. Tylko nikt nie wpisał tam życia.
Między dociskaniem a odpuszczaniem
I tutaj chcę bardzo uważać, żeby nie pójść w drugą skrajność. Bo internet uwielbia skrajności. Najpierw mieliśmy kult zapieprzania: pracuj więcej, śpij mniej, ciśnij, hustle, milion przed trzydziestką. Potem wahadło poleciało na drugą stronę i pojawiło się: niczego nie musisz, zwolnij, odpocznij, wybierz siebie, wszystko ma przychodzić lekko.
A ja chyba znowu jestem gdzieś pośrodku. Naprawdę uważam, że wszystko zaczyna się od nas:
– od tego, kim jesteśmy,
– czego chcemy,
– jakie mamy mocne strony,
– jak podejmujemy decyzje,
– jak organizujemy swoją pracę,
– gdzie stawiamy granice.
Nawet kiedy we wrześniu w Kobiecym Power Clubie pracowałyśmy z ekspertką nad organizacją firmy, zaczynałyśmy właśnie od człowieka. Bo możesz mieć najlepszy system na świecie, ale jeżeli on kompletnie nie pasuje do Ciebie, Twojego sposobu pracy i Twojego życia, długo na nim nie pojedziesz.
Ale jednocześnie wierzę, że są momenty, kiedy trzeba docisnąć. I ja takie momenty miałam. Bardzo dużo rzeczy, które mam dzisiaj, powstało dlatego, że był czas, kiedy pracowałam naprawdę bardzo intensywnie. Nie chcę teraz opowiadać historii, że wszystko zbudowałam, pijąc kawkę i pracując trzy godziny dziennie, bo to zwyczajnie nie byłaby prawda.
Był moment budowania. Był moment ogromnego zaangażowania. Były momenty zmęczenia, przebodźcowania i takie, kiedy sama zastanawiałam się, czy to wszystko ma sens. Były momenty, kiedy trzeba było zrobić więcej, nauczyć się więcej, spróbować kolejny raz. I uważam, że to również jest częścią prowadzenia biznesu.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy tryb dociskania przestaje być etapem, a staje się naszym domyślnym sposobem funkcjonowania.
Bo ile można?
I właśnie to bardzo mocno wybrzmiewa ostatnio w moich rozmowach z klientkami, z osobami prowadzącymi biznesy online, z ludźmi, którzy naprawdę nie siedzą i nie czekają, aż coś samo się wydarzy. Oni działają, uczą się, publikują, sprzedają, pracują z klientami, budują swoje marki.
I w bardzo wielu z tych rozmów wraca jedno: jesteśmy zmęczeni. Nie leniwi. Nie mało ambitni. Nie „niewystarczająco zmotywowani”. Zmęczeni.
I to jest ogromna różnica. Bo jeśli pomylisz zmęczenie z brakiem strategii, zaczniesz dokładać sobie kolejne zadania. Jeśli pomylisz przeciążenie z brakiem dyscypliny, zaczniesz jeszcze mocniej siebie pilnować. Jeśli pomylisz brak przestrzeni z brakiem pomysłów, kupisz kolejny kurs, zapiszesz 48 nowych pomysłów na rolki i jeszcze bardziej załadujesz sobie głowę.
A później będziesz siedziała nad tą listą i zastanawiała się, dlaczego nie masz ochoty zrobić absolutnie nic.
Trzy pytania, które pomagają wrócić do jasności
Dlatego chcę Ci dzisiaj zaproponować bardzo proste ćwiczenie. Nie potrzebujesz do niego żadnego workbooka. Możesz zatrzymać się na chwilę, wziąć kartkę albo otworzyć notatki w telefonie i odpowiedzieć sobie na trzy pytania.
Pierwsze: dokąd ja właściwie teraz idę?
Nie: co mam zrobić w tym tygodniu. Nie: ile rolek mam opublikować. Jaki jest mój rzeczywisty cel na najbliższe trzy miesiące? Jeden. Gdyby 31 grudnia miała wydarzyć się jedna rzecz, po której powiesz: „OK, ten kwartał naprawdę przesunął mój biznes do przodu”, co by nią było?
Drugie pytanie: co naprawdę jest dzisiaj moim ograniczeniem?
I tutaj nie odpowiadaj automatycznie „czas”. Zejdź poziom niżej. Czy brakuje Ci czasu, czy energii? Czy masz za dużo klientów? Czy masz za dużo pomysłów? Czy za dużo rzeczy zaczęłaś? Czy robisz rzeczy, które już dawno powinna robić inna osoba? Czy próbujesz rozwijać trzy kierunki jednocześnie? Czy może zawodowo wszystko jest właściwie OK, tylko prywatnie jesteś w takim momencie, że zwyczajnie nie masz tej samej pojemności, którą miałaś trzy miesiące temu?
I trzecie pytanie, chyba najważniejsze: co mogę teraz zdjąć, przesunąć albo zrobić inaczej, nie rezygnując z mojego celu?
Nie pytam: z czego mam zrezygnować w życiu? Pytam: czy istnieje inna droga do tego samego celu? To jest dla mnie ogromnie ważne, bo bardzo często powtarzam: gdy strategia zawodzi, zmień ścieżkę, ale nie porzucaj celu. I dokładnie to zrobiłam sama miesiąc temu.
Gdy strategia zawodzi, zmień ścieżkę, ale nie porzucaj celu
Miałam plan. Jeszcze w tym roku miał pojawić się nowy program. Zresztą program, który wcześniej już przekładałam. Mogłabym więc powiedzieć:
– nie, teraz już muszę,
– zapowiedziałam,
– włożyłam w niego pracę,
– przecież miało być
– przecież profesjonalna osoba dowozi,
– przecież jak odłożę, to może ktoś pomyśli, że sobie nie radzę,
– mogłabym go zrobić, pewnie dałabym radę.
Tylko coraz częściej zadaję sobie inne pytanie niż „czy dam radę?”. Pytam: jakim kosztem? I to jest pytanie, które bardzo chciałabym Ci zostawić. Bo „dam radę” jest strasznie nisko ustawioną poprzeczką dla podejmowania decyzji. My, kobiety, bardzo często damy radę. Pytanie brzmi: co będzie potem? Ile energii nam zostanie? Co w tym czasie odsuniemy? Czy to naprawdę jest najlepsza decyzja biznesowa, czy tylko udowadniamy sobie po raz kolejny, że potrafimy unieść jeszcze jeden worek?
Dlatego świadomie zdecydowałam, że tego programu w tym roku nie będzie i po prostu spojrzałam na mój biznes, klientów, życie i cel na najbliższe miesiące i powiedziałam: nie tędy. Nie teraz.
Nie dokładam. Przebudowuję
I wiecie co? W miejsce tego zrobiła się przestrzeń na coś, co już istnieje, działa i co chcę rozwijać jeszcze mocniej – Kobiecy Power Club.
Im dłużej rozwijam Klub i pracuję z kobietami w tej formule, tym mocniej widzę, że nie chcę tworzyć kolejnego miejsca „o Instagramie”. Tak naprawdę KPC nigdy nie był tylko o Instagramie. Oczywiście:
– tworzymy content,
– rozmawiamy o komunikacji, sprzedaży, widoczności, ofertach,
– są dodatkowe spotkania, są eksperci, jest wspólna praca.
Ale bardzo często Instagram jest tylko tym, co widać na powierzchni. Pod spodem jest cały biznes.
Jest pytanie: jak wycenić swoją pracę? Jak zlecać? Co delegować? Jak budować ofertę? Jak stworzyć produkt? Jak rozwijać społeczność? Jak powiedzieć klientowi „nie”? Jak przestać robić rzeczy, które już nie mają sensu? Jak rozpoznać moment, w którym trzeba docisnąć, a jak moment, w którym dalsze dociskanie prowadzi już tylko do ściany? Jak wykorzystać swoje mocne strony? Jak pracować w sposób dopasowany do siebie? Jak nasze naturalne style działania które klubowiczki poznają chociażby poprzez DISC, wpływają na komunikację, decyzje, sprzedaż czy zarządzanie biznesem?
I jest jeszcze coś, co dla mnie jest absolutnym sercem tego miejsca: nie zostajesz sama ze swoją głową.
Przedsiębiorca bardzo często ma wiedzę. Naprawdę. Problemem nie zawsze jest brak kolejnego szkolenia. Czasami potrzebujesz miejsca, w którym możesz powiedzieć: „słuchajcie, mam taki pomysł, ale nie wiem, czy on ma sens” albo „utknęłam” czy „robię wszystko zgodnie z planem i nic się nie dzieje” albo: „mam trzy możliwości i kompletnie nie wiem, którą wybrać”. I zamiast przez dwa tygodnie mielić to we własnej głowie, dostajesz pytania, perspektywę, doświadczenie innych osób i możesz podjąć decyzję.
Dlatego mastermindy są i pozostaną bardzo ważnym elementem Klubu. Ale chcę pójść dalej.
Do końca tego roku, a właściwie już trochę zahaczając o styczeń, nie mam miejsca na kolejne stałe współprace jeden na jeden. I z jednej strony jest to coś, z czego ogromnie się cieszę, bo naprawdę kocham tę pracę i jestem wdzięczna za zaufanie kobiet, które przychodzą do mnie ze swoimi biznesami. Z drugiej strony wiem też, że są osoby, które nie potrzebują albo nie są jeszcze gotowe na pełny mentoring jeden na jeden, ale potrzebują czegoś więcej niż kurs, webinar czy pojedyncza konsultacja.
Dlatego właśnie teraz pracuję nad nową ścieżką w ramach Kobiecego Power Clubu. Taką, która będzie dawała więcej prowadzenia również poza samymi mastermindami. Nie chcę jeszcze zdradzać wszystkiego, bo jesteśmy w trakcie układania zmian, ale wiem jedno: pierwsze osoby, które wejdą w tę nową formułę razem ze mną, dostaną specjalną możliwość dołączenia na warunkach, których później już nie będzie.
I mówię Ci o tym dzisiaj nie po to, żeby wrzucić tutaj nagle reklamę Klubu. Mówię o tym dlatego, że ta decyzja jest dokładnie częścią historii, którą opowiadam Ci od początku tego audiolettera.
Nie dokładam. Przebudowuję.
Patrzę na to, co już mam. Co działa. Gdzie jestem najbardziej potrzebna. Co daje efekty moim klientkom. Co daje mi satysfakcję. Jaką mam dzisiaj pojemność. I dopiero z tego miejsca podejmuję kolejną decyzję
Może nie potrzebujesz robić więcej, tylko bardziej świadomie
I być może Ty też nie potrzebujesz teraz wymyślać kolejnej rzeczy:
– Może masz coś, co już działa, tylko tego nie rozwijasz, bo cały czas patrzysz na kolejne pomysły. – Może masz dobrą usługę, której prawie nie komunikujesz.
– Może masz klientów, do których warto wrócić.
– Może masz produkt, którego nie trzeba budować od nowa, tylko lepiej sprzedać.
– Może Twoim ruchem na październik wcale nie powinno być „więcej”.
– Może powinno nim być „bardziej świadomie”.
I chcę Cię zostawić jeszcze z jednym małym coachingowym zadaniem na koniec. Spójrz na swoją listę rzeczy, które planujesz zrobić w październiku. I przy każdej z nich zadaj sobie jedno pytanie: czy to naprawdę prowadzi mnie do mojego celu, czy tylko daje mi poczucie, że coś robię?
A potem wybierz jedną rzecz, którą w październiku zrobisz naprawdę dobrze. Jedną, którą odpuścisz albo przesuniesz. I jedną, o której zdecydujesz: tego już nie muszę robić sama.
Nie po to, żeby zrobić mniej dla samego robienia mniej. Tylko po to, żeby odzyskać przestrzeń na to, co naprawdę ma znaczenie. Odpoczynek nie musi oznaczać rezygnacji z ambicji. Ambicja nie musi oznaczać permanentnego zmęczenia. A dobra strategia nie polega na tym, że realizujesz wszystko, co kiedyś wpisałaś sobie do planu. Dobra strategia zakłada, że po drodze patrzysz, wyciągasz wnioski i podejmujesz kolejne decyzje na podstawie miejsca, w którym naprawdę jesteś.
I chyba właśnie z taką myślą sama wchodzę w kolejny miesiąc.
Jeśli potrzebujesz miejsca, które pomoże Ci spojrzeć na biznes z góry
Jeżeli podczas czytania tego tekstu poczułaś:
„Kurczę, właśnie takiego miejsca teraz potrzebuję. Nie kolejnego kursu, nie kolejnej listy zadań, tylko przestrzeni, w której ktoś pomoże mi spojrzeć na mój biznes z góry, zada właściwe pytania, pomoże podjąć decyzję i nie pozwoli mi utknąć na kolejne trzy miesiące” – napisz do mnie.
Szczególnie jeśli od jakiegoś czasu obserwujesz Kobiecy Power Club albo myślałaś o pracy ze mną, ale nie załapałaś się już na współpracę jeden na jeden. Napisz na hej@gosiacieslak.pl. Opowiem Ci, co szykuję, i wpiszę Cię na listę osób, które jako pierwsze dostaną informacje o nowej ścieżce oraz specjalnej ofercie na jej start.
Na koniec zostawiam Cię z trzema pytaniami:
Dokąd naprawdę idę?
Co jest dzisiaj moim rzeczywistym ograniczeniem?
Co mogę zmienić w drodze do celu, zamiast po raz kolejny zmieniać sam cel albo dokładać sobie więcej?
Być może odpowiedzi na te pytania pokażą Ci, że nie potrzebujesz teraz robić więcej. Może potrzebujesz działać bardziej świadomie.
