||

Granice w biznesie: czego odpoczynek uczy o prowadzeniu firmy

BIZNES NIE MUSI DZIAŁAĆ TYLKO WTEDY, GDY TY CAŁY CZAS PRZY NIM STOISZ

Czasami największym znakiem rozwoju nie jest kolejny wzrost, nowa oferta czy większa liczba zadań.
Czasami jest nim możliwość odłożenia telefonu, odpoczynku od myślenia o pracy i zobaczenia, że biznes nadal stoi.

Jeśli wolisz słuchać, możesz włączyć nagranie poniżej.
Jeśli wolisz czytać – cały tekst znajdziesz pod wideo.

Co zabieram z tego lata do biznesu?

To było pierwsze lato od czterech lat, podczas którego naprawdę miałam wolne.

I kiedy mówię „wolne”, nie mam na myśli tego, że wyjechałam gdzieś z laptopem, rano odpowiedziałam na wiadomości, potem poszłam na plażę, a wieczorem jeszcze „tylko na chwilę” zajrzałam do pracy. Miałam wolne.

I chyba dopiero w tym roku zobaczyłam, że przez ostatnie lata problem wcale nie polegał na tym, że mój biznes nie pozwalał mi odpoczywać. To nie klienci kazali mi pracować na urlopie. To nie Instagram wymagał ode mnie, żebym cały czas była obecna. Tu nie wydarzyłoby się nic strasznego, gdybym przez kilka czy kilkanaście dni po prostu zniknęła.

Dużo bardziej chodziło o mnie i przede wszystkim o granice, które sama stawiałam albo których nie stawiałam.

I to jest chyba pierwsza rzecz, którą zabieram z tego lata do biznesu.

Granice, których nikt nie postawi za Ciebie

W biznesie bardzo łatwo powiedzieć: „muszę”.

Muszę odpisać klientce.
Muszę sprawdzić, co się dzieje.
Muszę opublikować.
Muszę być dostępna.
Muszę dopilnować.

Tylko że kiedy zaczęłam się temu przyglądać, okazało się, że duża część tych „muszę” wcale nie pochodzi z zewnątrz. Pochodzi ode mnie.

Bo przecież zawsze można jeszcze coś zrobić. Zawsze można jeszcze coś poprawić. Odpisać na jedną wiadomość. Sprawdzić jedną rzecz. Wrzucić jedno stories. Zajrzeć na chwilę.

A „na chwilę” ma tą cudowną właściwość, że bardzo często zabiera nam głowę na znacznie dłużej.

Możesz fizycznie odłożyć telefon po pięciu minutach, ale myślami nadal siedzieć w pracy.

I właśnie dlatego uczę moje klientki, że granice w biznesie nie dotyczą tylko tego, ile pracujemy. Dotyczą też tego, kiedy pozwalamy sobie przestać być w pracy głową.

Przez cztery lata budowałam biznes. Były momenty, kiedy rzeczywiście trzeba było zrobić więcej. Zaczynałam nowe rzeczy, było sporo zmian, klientów, nowych pomysłów, budowanie procesów, zespołu, oferty.

Ale w którymś momencie trzeba też zauważyć, że biznes jest już w innym miejscu.
I że być może zasady, według których prowadziłaś go dwa czy trzy lata temu, nie muszą obowiązywać dzisiaj.

I jest dla mnie ważny wniosek z tego lata: nie chcę budować biznesu, który działa tylko wtedy, kiedy ja cały czas przy nim stoję.

Bo jeżeli przez kilka miesięcy/lat coś budujesz, to w którymś momencie powinnaś też móc zacząć odcinać od tego kupony.

Nie w znaczeniu: nic już nie robię. Tylko: korzystam z tego, co przez te lata stworzyłam:
→ z doświadczenia,
→ z widoczności marki,
→ z relacji z klientami,
→ z procesów,
→ z zespołu,
→ z wypracowanych sposobów działania.

I również z tego, że nie wszystko musi już opierać się na mojej nieustannej obecności. Dla mnie to jest jedna z definicji biznesowego sukcesu.

Nie tylko to, ile zarabiasz. Ale również to, ile wolności daje Ci biznes, który zbudowałaś.

Odpoczynek od biznesu oznacza również odpoczynek od myślenia o biznesie!

Jest jeszcze jedna rzecz, którą bardzo świadomie zaczęłam robić.

Przestałam bezmyślnie scrollować.

Nie będę tutaj udawać, że przez całe wakacje nie otworzyłam Instagrama, bo oczywiście, że otwierałam. Ale zaczęłam dużo mocniej łapać się na tym, po co właściwie tam wchodzę.

Czy naprawdę chcę coś zobaczyć?
Czy mam konkretny powód?
Czy może po prostu automatycznie sięgam po telefon i za chwilę po raz kolejny będę konsumowała dziesiątki treści, których nawet nie potrzebuję?

I zamiast tego zaczęłam dawać głowie zupełnie inne rzeczy. 

Przeczytałam książkę. 
Czytałam mnóstwo polskich gazet (także tych rozwojowych, ale już niekoniecznie biznesowych).
Czytałam rzeczy, które nie miały mnie nauczyć, jak lepiej prowadzić firmę, jak lepiej sprzedawać, jak zrobić lepszy content, jak poprawić strategię.

I to było bardzo odświeżające!!!

Bo my, osoby prowadzące biznesy online, mamy czasami taki „dziwny” sposób odpoczywania.
🔸 Nie pracujemy, ale słuchamy podcastu biznesowego.
🔸 Nie pracujemy, ale oglądamy rolki innych ekspertów.
🔸 Nie pracujemy, ale czytamy książkę o marketingu.
🔸 Nie pracujemy, ale zapisujemy pomysł na nową ofertę.

Formalnie odpoczywamy, tylko nasza głowa cały czas siedzi przy tym samym stole. 

A przecież kreatywność potrzebuje również innych bodźców:
🤎 Potrzebuje czasem gazety przeczytanej od początku do końca.
🤎 Książki, która nie ma nic wspólnego z twoją branżą.
🤎 Rozmowy, z której nie musisz wyciągnąć contentu.
🤎 Widoku, którego nie musisz fotografować z myślą: „o, zrobię z tego stories”.

I chyba właśnie tego najbardziej potrzebowałam. Żeby nie każda rzecz, której doświadczam, musiała od razu zostać przetworzona przez filtr biznesu.

Kiedy robisz krok w tył, zaczynasz widzieć więcej!

I paradoksalnie właśnie wtedy, kiedy trochę od biznesu odeszłam, zaczęłam bardzo wyraźnie widzieć kilka rzeczy.

Pierwsza była taka: jak wiele nadal zależy ode mnie w procesach. I nie chodzi mi tutaj wyłącznie o delegowanie. Bo bardzo często, kiedy mówi się o wolności właściciela firmy, pierwsza odpowiedź brzmi: zbuduj zespół, deleguj. Tak, to jest ważne. Ale można mieć zespół i nadal być wąskim gardłem własnego biznesu.

Można delegować wykonanie, ale zostawić u siebie każdą decyzję. Można mieć ludzi, którzy realizują zadania, ale każda rzecz musi najpierw przejść przez ciebie. Można stworzyć procedury, a jednocześnie cały czas działać w taki sposób, że bez twojego „tak”, „nie”, „popraw”, „idziemy w to” wszystko staje.

I ja zobaczyłam kilka takich miejsc u siebie. Nie po to, żeby wrócić z wakacji z kolejną gigantyczną listą: DO POPRAWY.

Wręcz przeciwnie. Żeby zastanowić się: co mogę uprościć, co mogę oddać. gdzie potrzebuję lepszego procesu, a gdzie po prostu sama muszę przestać trzymać rękę na wszystkim.

To jest zupełnie inne pytanie niż: „Co jeszcze mogę zrobić?”.

Bardziej interesuje mnie teraz: „Co mogę zrobić tak, żeby później nie musieć robić tego cały czas?”.

I wydaje mi się, że to jest jeden z ważniejszych etapów dojrzewania biznesu.

Czasami najlepszym strategicznym ruchem jest zatrzymanie

Dystans pokazał mi też coś w mojej pracy z klientkami. Kiedy spojrzałam z boku na mentoringi, które prowadzę, zobaczyłam również coś bardzo ważnego.

Czasem bardzo szybko chcemy iść dalej.
Grupa docelowa – zrobiona
Oferta – zrobiona
Komunikacja – idziemy
Sprzedaż – działamy
Instagram – analizujemy
Strategia – wdrażamy

Tylko że im więcej pracuję z biznesami na różnych etapach, tym mocniej widzę, że czasami najlepszym strategicznym ruchem nie jest kolejny krok – jest nim zatrzymanie i jeszcze mocniejsze dopracowanie fundamentu.

Bo jeśli fundament jest niejasny, wszystko później wymaga znacznie więcej energii.
Trudniej stworzyć ofertę. 
Trudniej powiedzieć, dlaczego klient ma wybrać właśnie ciebie.
Trudniej komunikować.
Trudniej sprzedawać.
Trudniej tworzyć treści, które nie brzmią jak kolejna wersja tego, co mówi cała branża.

I właśnie podczas tego lata zobaczyłam bardzo wyraźnie, że jest jeden element, który chcę jeszcze mocniej wyciągnąć z całego procesu mentoringowego. Dać mu więcej przestrzeni – mówić o nim częściej i pracować z nim jeszcze głębiej. Na razie zostawię Was z małą tajemnicą, bo niedługo będę mówiła o tym znacznie więcej.

Ale samo to odkrycie jest dla mnie kolejnym dowodem na coś, o czym często mówię klientkom: czasami nie potrzebujesz więcej pomysłów. Potrzebujesz przestrzeni, żeby zobaczyć wyraźniej to, co już masz przed sobą.

A poza biznesem?

Było morze. Była woda. Był szum fal. 
Czyli właściwie wszystko to, co od zawsze bardzo mocno mnie uspokaja.

I mimo że mieszkając za granicą mogę pojechać w naprawdę przepiękne miejsca, to w tym roku po raz kolejny pomyślałam: nie ma to jak polski Bałtyk.

Tak, nawet z tą wodą, do której czasami trzeba wchodzić przez kilka minut, centymetr po centymetrze 😂 Nie ma też jak polskie jedzenie. I to już bardzo moje: nie ma jak duża i zawsze niewystarczająca ilość pierścionków, kolczyków i naszyjników 💍 😀

Bo tego lata zdecydowanie było dużo wszystkiego. Spędziłam czas z rodziną. Patrzyłam na wodę. Czytałam. Jadłam. Kupowałam biżuterię. I bardzo dużo po prostu byłam.

Bez konieczności robienia z tego czegokolwiek produktywnego. I być może właśnie to jest rzecz, której jako przedsiębiorczynie musimy się czasami na nowo nauczyć. Że nasze życie nie jest zapleczem do prowadzenia biznesu. To biznes ma być częścią naszego życia. Nie odwrotnie.

Co więc naprawdę zabieram z tego lata do biznesu?

Przede wszystkim przekonanie, że biznesowy sukces nie zawsze wygląda jak kolejny wzrost. 

Czasami wygląda:
jak możliwość wyłączenia telefonu,
jak klientki, które wiedzą, że jesteś na urlopie i świat się od tego nie kończy,
jak proces, który działa bez Ciebie,
jak decyzja, że nie musisz wykorzystać każdej okazji,
jak brak poczucia winy, kiedy nie publikujesz,
jak książka przeczytana dla przyjemności,
jak myśl biznesowa, która pojawia się właśnie dlatego, że przez kilka dni jej nie szukałaś,
i jak świadomość, że po czterech latach budowania czegoś możesz w końcu trochę zacząć odcinać od tego kupony.

Nie przestać się rozwijać. Nie osiąść na laurach. Nie powiedzieć: dobra, wystarczy. Tylko zauważyć: kurczę, stworzyłam coś, co daje mi również życie, którego chciałam.

Bo przecież po coś budujemy swoje biznesy. I mam wrażenie, że bardzo łatwo o tym „po coś” zapomnieć.

Najpierw chcemy pierwszego klienta. Potem większych pieniędzy. Potem lepszej oferty. Większych zasięgów. Zespołu. Procesów. Kolejnego produktu. Potem regularnych klientów.

I meta cały czas przesuwa się o kilka metrów przed nami. Jeszcze tylko to. Jeszcze tylko tamto. Jeszcze ten poziom. Jeszcze ten miesiąc. Jeszcze ta kampania. 

A być może raz na jakiś czas warto zatrzymać się i sprawdzić, czy przypadkiem nie jesteś już w miejscu, o którym kilka lat temu myślałaś: „Ale byłoby super, gdybym kiedyś mogła tak żyć”.

Ja tego lata kilka razy miałam właśnie taką myśl. I nie oznacza ona, że nie mam kolejnych celów. Mam.
Nie oznacza, że nie widzę rzeczy do zmiany. Widzę ich całkiem sporo.
Nie oznacza też, że wracam po wakacjach i zamierzam robić mniej tylko dlatego, że było mi dobrze nad morzem.

Ale chcę robić jeszcze bardziej świadomie. Nie więcej dla samego więcej. Nie szybciej dla samego szybciej. I nie być zajętą tylko po to, żeby czuć, że biznes się rozwija.

Chcę jeszcze częściej zadawać sobie pytanie: po co ja właściwie to robię?
Czy to prowadzi mnie do biznesu, który chcę mieć?
Czy do życia, które chcę prowadzić?
Czy może robię to dlatego, że przyzwyczaiłam się, że przedsiębiorczyni powinna cały czas coś robić?

Pytania, z którymi warto spojrzeć na swój biznes z boku

I z takim pytaniem zostawiam też Ciebie. Nie musisz wyjeżdżać na trzy tygodnie nad Bałtyk. Nie musisz wyłączać firmy na miesiąc.

Ale być może warto czasami zrobić mentalny krok w tył i spojrzeć na swój biznes trochę z boku.

Co działa już na tyle dobrze, że możesz przestać przy tym cały czas stać?
Gdzie nadal wszystko niepotrzebnie zależy od Ciebie?
Co robisz dlatego, że naprawdę jest potrzebne, a co dlatego, że zawsze tak robiłaś?
Gdzie potrzebujesz postawić granicę?
Co możesz odpuścić?

I wreszcie: czy Twój biznes daje Ci już coś z tego, po co kiedyś w ogóle zdecydowałaś się go stworzyć?

Bo rozwój biznesu to nie tylko dokładanie. Czasami to również umiejętność odsunięcia się od niego na kilka kroków i zobaczenia, że stoi. A potem wrócenia i podjęcia kilku dużo lepszych decyzji.

I chyba właśnie to najbardziej zabieram ze sobą z tego lata.

A kiedy już wyciągniesz swoje wnioski z lata, przychodzi kolejne pytanie: co właściwie chcesz zrobić z jesienią? O tym będzie następny audioletter, bo lista zadań to jeszcze nie plan.

Podobne wpisy